Jesteś tutaj: SPP Polanka > Artykuły > Choroby i szkodniki pszczele > Warroza – kwas mrówkowy

Warroza – kwas mrówkowy

Piotr Skorupa, Opublikowano:

Zwalczanie warrozy w mojej pasiece.

Jak napisałem w opisie swojej gospodarki pasiecznej warrozę zwalczam kwasem mrówkowym. Nie stosuję środków chemicznych, ponieważ odkładają się w produktach pszczelich. Zdarzało się tak, że byłem zmuszony do zastosowania chemii, a było to odymienie Apiwarolem. Do takiej sytuacji dochodziło gdy zbyt późno wróciłem z wrzosu i nastąpiło nagłe ochłodzenie, wtedy byłem zmuszony do odymiania, zdarza się to jednak niezmiernie rzadko.

Zwalczanie warrozy tak naprawdę rozpoczynam w pierwszych dniach maja. Stosuję ramkę pracy, która prawie zawsze w całości jest zabudowana komórkami trutowymi. W związku z tym, że prowadzę gospodarkę z izolatorami, ramkę pracy wstawiam do izolatora żeby matka ją zaczerwiła po zaczerwieniu zostaje wyjęta z izolatora. Po zasklepieniu wycinam z niej 5/6 czerwiu trutowego. Gdy z pozostałej części wygryzą się trutnie, pozostała część jest odbudowana cykl zostaje powtarzany.
To jest mój pierwszy sposób zwalczania warrozy, pozwalający mi na uniknięcie stosowania chemii w pasiece.
Z wycinania czerwiu trutowego mamy także jeszcze jedną korzyść, nie mamy nadmiernej ilości trutni w ulu.

Drugi sposób i kontynuacja zwalczania to kwas mrówkowy. Po uwolnieniu matek z izolatorów, a jest to między piętnastym a dwudziestym lipca rozpoczynam dawkowanie kwasu mrówkowego. W tym czasie zmniejszam wyloty na zimowe tj. 35 cm na 0,9 cm. Do odparowywania kwasu używam zwykłych pojemników wypełnionych tamponikami. Są to pojemniki wielkości pudełka pasty do butów. Dzienna dawka na jedną rodzinę to 10 ml. Kwas z naczynia pobieram strzykawką odmierzając podaną dawkę, następnie wpuszczam do pojemnika. Pojemnik stawiam na dennicy, dawniej jak nie robiłem odkładów stawiałem na ramkach, bo tak wskazywała logika gdyż opary kwasu są cięższe od powietrza i powinny opadać do dołu. Właśnie już wtedy zauważyłem, że chwilę po wstawieniu pojemnika pszczoły zaczęły silnie wentylować, więc pomyślałem, że opary kwasu zostały wymieszane z powietrzem w ulu i dotarły w każdy jego zakątek. Z chwilą, kiedy zacząłem robić odkłady w tym okresie stoją one nad rodziną produkcyjną. Pojemniki postawiłem na dennicy, aby się przekonać czy opary kwasu na pewno dojdą w każdy zakątek ula. Na ramkach położyłem gwóźdź i kawałek innego metalu, po trzech dawkach sprawdziłem, metal był czarny. Wniosek z tego, że poprzez wzmożoną wentylację, pomimo że pojemnik znajduje się na dennicy opary kwasu docierają wszędzie.

Tą dzienną dawkę stosuję przez dziesięć kolejnych dni.

Druga tura to również 10 ml przez siedem kolejnych dni. Drugą turę wykonuję jak najpóźniej, czyli przed ochłodzeniem, ale temperatura nie może być niższa jak dwanaście stopni.
Kwas mrówkowy jak na chwilę obecną jest jednym środkiem, który niszczy warrozę pod zasklepem. Stosuję go od kilkunastu lat i w dalszym ciągu będę stosował, pomimo że nie jest zarejestrowany jako lek przeciwko warrozie. Kiedy stwierdziłem że jest to bardzo skuteczny środek, na pewno nie powrócę do chemii która odkłada się w produktach pszczelich.

Kończąc ten cykl mam nadzieję, że z moich doświadczeń skorzystają inni, oczekuję także naśladowców którzy zmierzą się z piórem i opiszą prowadzoną przez nich gospodarkę.

Pozdrawiam Zygmunt

Szukaj

Polecana książka

Polecane artykuły

reklama

Najczęściej czytane

Blog