Jesteś tutaj: SPP Polanka > Jak umierają pszczoły?

Jak umierają pszczoły?

Marcin, Opublikowano:

Jak umierają pszczoły?

Od dość dawna nosiłem się z zamiarem napisania na temat umierania pszczół. Impulsem do podjęcia tego tematu były różne zdarzenia wynikające zarówno z dyskusji na różnych spotkaniach pszczelarzy, a także wpisy niektórych użytkowników zabierających głos na forach pszczelarskich, co w ostatnich latach stało się dość powszechną możliwością wymiany poglądów dotyczących różnych aspektów gospodarki pasiecznej. W środowisku pszczelarskim od dawna można zauważyć, że niektórzy pszczelarze, z reguły posiadający większe pasieki, i związaną z tym większą ilość pracy przy obsłudze tej pasieki, nie zawsze podczas tej pracy, zwracają baczną uwagę na każdą pojedynczą pszczołę. Czasem w pośpiechu czy braku należytej uwagi przygniotą kilka, które nie zdążą usunąć się z wręgów nakładanych korpusów czy przy okazji różnych prac pasiecznych. Pszczelarze posiadający mniejsze pasieki, którzy mogą poświęcić więcej czasu na prace przy swoich ulach, częściej dbaj% aby przy wykonywanych pracach unikać tego typu zdarzeniom i uważają się za miłośników, dla których każda pszczoła to obiekt, nad którym warto się pochylić, a nawet nieraz pomóc wejść do ula, kiedy nie ma już siły samodzielnie do niego wrócić,

Zdarza się, że ci miłośnicy, często z antypatią wyrażają się o tych, którzy swoimi metodami i pośpiechem narażają część pszczół na przedwczesną śmierć.

Ja jednak nie o tych przypadkach chciałbym pisać w tym opracowaniu. Kiedy zdarza mi się przy okazji jakiegoś wykładu, czy opisując w intrenecie jakiś fragment stosowanej w mojej pasiece gospodarki, również często, zanim zdąży się omówić go przez pryzmat biologii pszczoły, już bywa się oskarżony o mordowanie pszczół, czy wręcz nieludzkie ich traktowanie. Kiedy coś takiego ma miejsce na Sali, w gronie konkretnych ludzi, można od razu podjąć temat i na gorąco wytłumaczyć, jak się to ma do rzeczywistości i czy takie oskarżenie jest uzasadnione? Pisząc na forum tej możliwości nie ma, a ewentualna dyskusja mogła by się rozciągnąć w czasie na tyle, że rzucający oskarżenie najczęściej już udaje nieobecnego i takiego którego ta dyskusja nie dotyczy.

Chciałbym więc, napisać jak, takie oskarżenia wyglądają w zetknięciu z rzeczywistą biologią pszczoły i jej skutkami na funkcjonowanie rodziny pszczelej.

Stawiam wtedy ogólne pytanie: Ile mniej więcej znajduje się pszczół w dobrze rozwiniętej rodzinie pszczelej w pełni sezonu pszczelarskiego?? Odpowiedź, zgodna z resztą z prawdą, jest, że około 60 — 80 tysięcy osobników. Następne moje pytanie brzmi wtedy: A ile jest pszczół w rodzinie, która idzie do zimowania? I z reguły znów otrzymuję odpowiedź zbliżoną do prawdy, tzn. 10 — 15 tysięcy osobników. Wtedy zadaję pytanie zasadnicze i proszę o bardzo poważną odpowiedź.

Co zatem stało się z tymi tysiącami pszczół, które były w ulu jeszcze w lipcu, pracując skrzętnie na ramkach, które już wiszą na regale w magazynie???

I wtedy bardzo często następuje konsternacja i często ktoś odważniejszy mówi: no, no spracowały się.

Czyli mówiąc wprost, umarły śmiercią naturalną? Czy można więc takiego właściciela pasieki oskarżyć o nieludzkie i moralnie naganne traktowanie swoich pszczół?

Idąc dalej tym tokiem rozumowania rozróżniamy także u pszczół śmierć naturalną oraz śmierć, którą możemy nazwać mordowaniem pszczół. W tym przypadku wymienimy wspomniane już nieuzasadnione gniecenie, zatrucie, śmierć w wyniku choroby, zagłodzenia, zjedzenia przez ptaka, szerszenia, niedźwiedzia, zniszczonych w celach doświadczalnych itp. Wymieniłbym tu jeszcze pszczoły ginące z powodu rabunku wywołanego niewłaściwym postępowaniem pszczelarza.

Kiedy już wszyscy obecni dojdą do zgody, co do tego, z jakich przyczyn mogą ginąć pszczoły
w sposób nienaturalny zadane zostaje pytanie najważniejsze: To, który z tych przypadków ma miejsce w mojej metodzie gospodarki, że jestem oskarżony o mordowanie czy nieludzkie wobec nich postępowanie? Po namyśle, czasem zdarza się, że ten któremu takie oskarżenie się wyrwało powie: przepraszam.

Nie uważam jednak, że na tym można by zakończyć moje rozważania. W tej dziedzinie jak już wspomniałem w innym miejscu, często mamy do czynienia ze zbyt małą wiedzą, a jednocześnie szybkim ferowaniem wyroku bez uzasadnienia i znajomości rzeczy.

Bo trzeba sobie zadać pytanie co tak naprawdę decyduje o długowieczności pszczół? Naukowcy pracujący w pszczelarstwie, bez względu na kraj pochodzenia, chcieli by aby określenie tego, było bardzo skomplikowane, przynajmniej tak, aby przeciętny człowiek /bez stosownego wykształcenia/ nie był w stanie tego pojąć.

Natomiast prawda nie jest aż tak skomplikowana. Mówiąc dość skrótowo, długość życia pszczoły, zależy w naturze, od czasu, w jakim są sprawne jej skrzydła i pozwalają jej na wykonywanie prac potrzebnych dla trwania rodziny. Tym też tłumaczyć należy, że pszczoły, które intensywnie wykonują loty w okresie poużytkowym żyją cztery — sześć tygodni. Natomiast te, które lęgną się na jesieni i w swoim życiu niewiele muszą wylatywać z ula, żyją nawet ponad pól roku. Matka, która lata bardzo mało, bo tylko na lot godowy czy w okresie wyjścia nowego roju, żyła by nawet 5 lat, ale z reguły pszczelarz wcześniej ją wymienia. Trutnie z kolei prawdopodobnie żyły by też o wiele dłużej, gdyby w odpowiednim czasie, pszczoły nie wyrzuciły ich z uli. Można stwierdzić, że ich naturalna śmierć też nie może być przykładem „ludzkiego” traktowania.

Można by określić to w sposób podobny do określenia żywotności samochodu. Przy samochodach określa się to przybliżonym przebiegiem, a więc wytrzymałością silnika. U pszczół tym przebiegiem będzie odległość, jaką pszczoła potrafi przefrunąć, zanim skrzydła zbudowane z chityny, zużyją się na tyle, że przestają już unosić jej ciężar. W tym miejscu warto przypomnieć, że pszczoła, aby mogła frunąć z szybkością około 40 lun. na godzinę musi poruszać skrzydełkami około 200 razy na sekundę. Jak ogromny jest to wysiłek, może sobie uzmysłowić każdy, kto spróbował by z tą szybkością pomachać rękami. Być może, też by pofrunął.

Zrozumiałe, że trudno było by tu wymienić wszystkie czynniki wpływające na zmniejszenie długości ich życia a wynikające z warunków zdrowotnych i środowiskowych. Mogą one występować na ograniczonych przestrzeniach i wynikać z infrastruktury, w której działa oceniana rodzina pszczela.

Jednak rodzinę pszczelą lepiej jest porównywać z rodziną ludzką. Jeśli wśród ludzi mamy do czynienia z sytuacją, że dzieci, żeniąc się lub wychodząc za mąż, tworzą nowe rodziny i w konsekwencji zachowana zostaje ciągłość trwania i nikt nie oskarża nikogo o nieludzkie postępowanie, kiedy dziadkowie umierają z naturalnej przyczyny. –

U pszczół po to tworzymy nowe rodziny lub dopuszczamy, aby doszło do wyjścia roju, aby właśnie zachować ciągłość gatunku. Jeśli w rodzinie macierzystej, na skutek ustania wylęgania się nowych pszczół i naturalnego ubywania starych, dochodzi do jej połączenia, oskarża się pszczelarza o to, że „trochę to nie ludzkie”.

Rzeczywiście, że nie ludzkie, bo nie człowiek zdecydował, w jaki sposób odbywa się „normalna” śmierć pszczoły jako osobnika. Ten sposób istnieje od wieków i trzeba przyznać, w żaden sposób, nie jest adekwatny do pozytywnej roli, jaką w swoim życiu ta pszczoła spełniała wobec własnej rodziny, przyrody i człowieka. Cóż, bowiem czeka taką pszczołę, której w pewnym momencie skrzydła odmówią posłuszeństwa?

Spada ona na ziemię i teraz dopiero zaczyna się dla niej rzeczywisty problem. Korzystając ze swojej orientacji, zaczyna na piechotę iść w kierunku ula. Po drodze czyhają na nią różne niebezpieczeństwa. A to, polujące na owady ptaki, żaby, jeże. Jeśli i tego uda jej się uniknąć to w perspektywie jest głód lub śmierć z wyziębienia. W żadnym już przypadku nie ma dla niej ratunku, wobec niemożliwości fruwania.

 

I czy nam się to podoba czy nie, jest to przewidziany przez naturę sposób umierania pszczół. I dotyczy on w takiej samej mierze tych pasiek, których właściciele z racji posiadania dużych pasiek, i braku czasu, pomogą nieraz wcześniej niż by należało opuścić świat żywych, przez niewielką ilość pszczół, a w taki sam sposób umierają pszczoły w pasiekach małych, których właściciele chcą uchodzić za niesamowitych miłośników tego owada. Na pewno to opracowanie nie wyczerpuje do końca tematu, jaki tutaj podjąłem. Mam nadzieję, że będzie ono przyczynkiem do tego, aby zatrzymać się nad nim na pewną chwilę. Przynajmniej na, tyle aby niepotrzebnie nie oskarżać kogoś o odpowiedzialność za okoliczności, które przyroda już od wieków ustaliła i nawet największy miłośnik tych owadów na świecie, o ile taki istnieje, nie ma żadnego wpływu.

Czesław Jung

Szukaj

Polanka w powiatach

Polecana książka

Polecane artykuły

reklama

Najczęściej czytane

Blog