Jesteś tutaj: SPP Polanka > Artykuły > Kalendarz pszczelarza > Wrzesień w pasiece

Wrzesień w pasiece

Piotr Skorupa, Opublikowano:

Wrzesień w pasiece

Kalendarzowo, jest jeszcze lato, ale już widać zbliżającą się jesień – dni są coraz krótsze, noce coraz chłodniejsze i dłużej utrzymują się poranne mgły. Niektóre gatunki przygotowują się do zimy, na pszczoły też przychodzi kolej do ułożenia gniazd a nad nimi pokarmu, przyroda ma jednak jeszcze dużo pszczołom do zaoferowania, we wrześniu kwitną w dalszym ciągu; nawłoć, wrzos, gorczyca siana jako poplon, rdest (rdestnik) sachaliński i wiele chwastów.

Pszczoły w dalszym ciągu znoszą do ula różnokolorowy pyłek i nektar, tylko czy aby na pewno nektar? Bo o ile jest to nektar to zimowanie na nim, przy obecności w górnej części gniazda syropu cukrowego i możliwości dokonania późnego oblotu, pszczołom nic nie zagraża. Jeżeli pszczoły znoszą do ula nie nektar a spadź albo jedno i drugie to istnieje niebezpieczeństwo znacznego osłabienia pszczół, ponieważ zawarte w spadzi składniki mineralne szybko przepełniają jelita pszczół, doprowadza to do niespokojnej zimowli i wybryzgiwania pszczół z ula w okresie zimy. Występowanie spadzi w trakcie dokarmiania lub po nim jest kłopotem a dużym kłopotem jest pojawienie się spadzi modrzewiowej, szybko krystalizującej, która zmagazynowana w plastrach daje tzw. miód cementowy, miód ten jest ciężko odwirować a w ulu na zimę pozostawiony być nie może.

Jakie jest więc wyjście z tej sytuacji? Myślący i dbający o pszczoły pszczelarz odbierze miód we wrześniu jeżeli stwierdzi, że jest go stosunkowo dużo więcej niż pszczoły otrzymały syropu, jeżeli tego miodu nie jest zbyt dużo dobrze jest przełożyć plastry z miodem na obrzeża gniazda, wtedy pszczoły w zimie nie mają do niego dostępu a na wiosnę sobie z nim poradzą bo wylatują w pole, taką przekładkę ramek dobrze jest zrobić niezależnie od tego czy w ulu jest spadź czy jej nie ma bo nawet jeżeli będzie to nektar, to i tak w okresie wiosennym jest on lepszym pokarmem przy wychowie dużej ilości czerwiu niż syrop cukrowy.

Początek września jest okresem, w którym w zasadzie pszczoły powinny być przygotowane do zimy, są jednak tereny, na których występują późne pożytki i to pożytki towarowe, nawet niewielkie zbiory mogą zwiększyć dochody i o ile warunki pogodowe pozwolą, warto te późne pożytki wykorzystać. Pojawia się dylemat czy karmić po pożytku czy przed i tu są różne „szkoły”- jedni twierdzą, że karmienie należy zakończyć do końca sierpnia a inni twierdzą, że klimat na tyle się ociepla, że termin 15 września to nie jest zbyt późna pora na karmienie, bo i tak młode pszczoły zdążą się oblecieć przed zimą. Kto ma rację? Nie wiem- myślę jednak, że prawda leży, pośrodku, ale nie mnie o tym rozstrzygać, podobnie jak z zakwaszaniem syropu, jedni twierdzą, że nie należy, bo zakwaszamy „chemią” a to szkodzi, drudzy, że tak, bo cukier ma w granicach 7-7,2 pH a miód około 3,5 pH, dodanie kwasu (np. octowego, cytrynowego, szczawiowego) ułatwia rozkład sacharozy pod wpływem enzymu zawartego w ślinie pszczoły działającego w środowisku lekko kwaśnym. Sacharoza rozkłada się na glukozę i fruktozę a fruktoza z kolei w wysokiej temperaturze w trakcie rozkładu powoduje powstawanie hydroksymetylofurfurolu (HMF), źle wpływającego na stan fizjologiczny pszczół. Wyczytałem jednak, że gdy kwas dodawany jest w temperaturze około 70 stopni C i wolno stygnie fruktoza się nie rozkłada, w ten sposób przygotowany syrop – jeden z pszczelarzy ukraińskich – podaje pszczołom nawet tuż przed chłodami, gdy dokarmiania nie wykonał we właściwym czasie. Nie sprawdzałem prawdziwości tych faktów, ale ja karmię (co prawda w końcu lipca) syropem 3:2 rozpuszczanym w zagotowanej wodzie. Piszę o tym, dlatego, że w Pszczelarstwie nr 9/98 opisano trochę to zagadnienie i podano cyt. „syrop, którym podkarmia się pszczoły, powinien mieć odczyn obojętny lub lekko kwaśny”.

W moim przypadku, w okresie od 5-15 września łączę odkłady z rodzinami produkcyjnym ale dopiero po miodobraniu i osuszeniu plastrów, kraty pozostają w ulach do czasu łączenia. Łączyłem również dawniej pod koniec sierpnia by odkłady też wykorzystać do zbioru miodu, ale zdecydowałem się na późniejszy termin z uwagi na większą ilość czerwiu od dwóch matek w rodzinie idącej do zimowli, stosując nalot o czym pisałem w sierpniu.

Zabieg łączenia jest stosunkowo prosty do przeprowadzenia, bo jeżeli w odkładzie jest matka, która ma pozostać w rodzinie, to z rodziny produkcyjnej usuwam starą matkę (na jednym korpusie łatwo ją odnaleźć a jeżeli nie znajduję za pierwszym razem to spędzam pszczoły dymem przez kratę), Wieczorem wyjmuję kraty z obydwu uli, bez specjalnego niepokojenia rodziny w odkładzie kładę gazetę na ramkach a na niej korpusy z rodziną produkcyjną bez matki. Na dennicę i na gazetę( na beleczkę ramki) kładę po dwa plasterki świeżo przekrojonej cebuli a w dniu następnym usuwam cebulę oraz resztki gazety, w ten sposób postępuję kilkanaście lat i nie zdarzyło mi się by pszczoły pozostały bez matki, istotne jest jednak by matka była usunięta na 2-3 godzin przed połączeniem, równie istotne jest by dołączać rodzinę osieroconą do rodziny z matką, nawet gdyby była silniejsza od rodziny pełnej,(to tak na wszelki przypadek przypominam). Odkład i rodzina produkcyjna stoją obok siebie, wystarczy lekko przesunąć ul w stronę uprzednio stojącej rodziny dołączanej by rano nie było kłopotów z błądzeniem.

Jeżeli w rodzinie produkcyjnej jest zeszłoroczna matka i nie chcę jej zmieniać to usuwam matkę z odkładu i tym razem Odkład dołączam w ten sam sposób jak wyżej, jeżeli nie zależy mi na matkach to łączę rodzinę z odkładem bez wyszukiwania matki, zdając się na mądrość pszczół i tu na dwoje babka wróżyła; pomimo tego co twierdzą niektórzy, że pszczoły z góry schodząc na dół traktują znajdującą się tam matkę jako obcą i ona jest usuwana ja raz mam zostawioną matkę z dołu a raz z góry( pomimo tego, że u góry teoretycznie powinna być matka gorszej jakości).

Po minięciu szoku związanego z połączeniem, wstępnie układam gniazda w rodzinach (dobrze napisałem-„wstępnie”, bo ostateczne usuwanie niepotrzebnych ramek i dodanie ewentualnie pokarmu nastąpi pod koniec września). W dolny korpus wkładam ramki z czerwiem krytym (może tak-najstarszym czerwiem krytym), do drugiego korpusu daję resztę czerwiu krytego i czerw otwarty z nie odebranym miodem, ale w taki sposób by z lewej strony (patrząc od tyłu ula) znalazły się plastry z krytym czerwiem, ramki te zostaną usunięte, w ten korpus wkładam również ramki z pierzgą, w trzecim korpusie znajduje się przygotowany wcześniej i zasklepiony pokarm, ale tylko 8-9 ramek, czyli mniej więcej tyle ile będzie ramek w korpusach zimującej rodziny.

Do zwalczania warrozy stosuję paski Bayvarolu wieszając je na drucikach tak by były umieszczone mniej więcej w drugim korpusie, co jak mi się wydaje zwiększa możliwość kontaktu z nimi pszczół, paski wkładam właśnie po połączeniu rodzin i pozostają one w ulach do października.

Tak ułożony ul zostaje położony na pustym korpusie, w dennicy założone zostają korki wentylacyjne w powałce i daszku również a wkładka wylotowa zostaje wymieniona na „zimową”, czyli z wlotem 20×8 mm i otworkami na pozostałej powierzchni.

Coś mi chodzi po głowie by w tym roku założyć zamiast dennicy – powałkę z otwartymi „pająkami”, ale jeszcze nie wiem, może „zaeksperymentuję” na jakiejś rodzinie dla sprawdzenia- zobaczę! Dla informacji używam powałkę jako dennicy latem w celu ułatwienia wentylacji ula (mój typ ula tak ma!).

Ułożenie ramek w taki sposób uniemożliwia matce składanie jajeczek, przynajmniej na kilka dni, ale po tej przerwie, raczej do intensywnego czerwienia nie dojdzie. Z moich doświadczeń wynika, że we wrześniu pszczoły potrafią przynieść jeszcze ze 2-3 kg miodu i pyłku, dlatego pod koniec września lub nawet w październiku zaglądam do uli, dopasowuję ilość ramek do ilości pszczół, to dopasowanie jak zwykle ogranicza się do zabrania nadmiaru pokarmu, przesunięcia pozostałego na skraj a włożenie w środek ramek ze suszem. Ostatecznie gniazdo układam po 8-9 ramek tak, że z lewej strony(patrząc od tyłu ula) pozostaje pusta przestrzeń(mat ani zatworów nie stosuję), swoisty komin wentylacyjny, przez który powietrze z dołu wędruje do góry i przez dwa otwory wentylacyjne w powałce zrobione z nakrętek z plastikowych butelek wydostaje się pod daszek a stąd na zewnątrz ula.

W przygotowywanym pokarmie znajduje się już zapas pierzgi ale przy wrześniowym miodobraniu, zwłaszcza na bocznych plastrach znajdują się jej znaczne ilości w komórkach, te plastry wkładam również do środkowego korpusu (pierzgi nigdy za wiele), zostaną one jeszcze zalane miodem i zostaną spożytkowane w trakcie zimowego czerwienia.

Tak to ładnie wygląda, ale napisane, bywa bowiem i tak, że pszczołom się we łbach poprzewraca i nie chcą rosnąć w siłę w sierpniu, rychło pod koniec września okazuje się, że jednak młodej pszczoły nie było na tyle dużo by mogła zimować na trzech korpusach. Wtedy, trudno u ha, ha -trzeba przesiedlić rodzinę na dwa moje korpusy, nie zmieniając ramek w górnym korpusie dodaję do niego 9 ramkę z zasklepionym pokarmem a do dolnego i pokarm (na skraje) i czerw (zawsze go tam coś jest) i w środek- ramki z pokarmem w górnej części ramki. Pod te dwa korpusy „musowo” pusty korpus i trzeba czekać do wiosny.

Pozostaje jeszcze problem z przechowywaniem plastrów nadających się do dalszego użytkowania. Osuszone ramki z woszczyzną po segregacji składowane są z powrotem w korpusach po 8 ramek równomiernie rozłożonych i do października są położone na powałce i przykryte daszkiem, w powałce „pająki” są otwarte, co umożliwia dostęp powietrza z ula bez dostępu do tych plastrów pszczołom, jakoś motylica tych plastrów nie atakuje. Po ostatecznym ułożeniu gniazd na zimę, ramki wycofane do następnego sezonu przenoszone są w korpusach na przewiewny strych i ułożone na powałkach (powałki są ułożone na łatach) z otwartymi „pająkami” i zamkniętymi na głucho pozostałymi otworami, kilka korpusów z luźno ułożonymi ramkami (po 6-7) przykrywam daszkiem i zakładam w otwory wkładki wentylacyjne. Nie używam środków chemicznych a mimo to rzadko na wiosnę spotykam pajęczynki motylicy w plastrach, pierzga zasypana cukrem i plastry z pokarmem też nie pleśnieją, przewiew w ułożonym „kominie” robi dobrą robotę.

Tak to moje przygotowanie pszczół do spokojnego snu zimowego wygląda a że już w październiku, listopadzie, grudniu, czy nawet styczniu, nic ciekawego nie robię przy pszczołach(ups!- w styczniu to chyba „cza” będzie coś robić), to niech one spokojnie zimują a ja nie będę Wam w tym czasie czegoś tam zawracał. Rozpocząłem od „kwietnia w pasiece”, to do dobrego tonu należy, by dokończyć „rok w pasiece”, ale teraz chcę „dychnąć” i coś tam jeszcze na przedwiośniu skrobnę, bo widzę, że chętnych do poczytania jest sporo- może jakiś pszczelarz na tym się wychowa? – I dobrze mu tak! Bo jest to ul wielokorpusowy – malutki, bo malutki, ale na tyle nietypowy (może nikt się nie chwali, że w takim gospodarzy), że wart jest opisu; co, gdzie, kiedy i jak robić, tym bardziej przy występujących pożytkach jesiennych.

Edku.

Szukaj

Polecana książka

Polecane artykuły

reklama

reklama

Najczęściej czytane

Blog