Jesteś tutaj: SPP Polanka > Artykuły > Pszczelarz początkujący > Motyczenie

Motyczenie

Piotr Skorupa, Opublikowano:

Z dzieciństwa pamiętam, że prawie wszystkie prace w domowym ogródku, przy burakach, ziemniakach opierały się o motykę. Oczywiście trzeba było to i owo przerwać, ale motyczenie było na porządku dziennym i kilka motyk było w każdym gospodarstwie.

Przez ponad 10 lat nie miałem bliższego kontaktu ze wsią. Kupiliśmy domek z ogrodem na podkrakowskiej wsi i z przyjemnością zająłem się ogrodem. Ale standardy pracy w przydomowym ogrodzie wyglądają tu zupełnie inaczej. Głównym narzędziem pracy jest opryskiwacz. Motyka, jako narzędzie nie jest znana młodszemu pokoleniu, a i starsi wolą używać herbicydów, aniżeli usuwać chwasty mechanicznie.

Chemia jest tu na usługach bardzo często. Niekiedy urzędnicy z gminy rozwieszają jakieś ogłoszenia, że tydzień wcześniej należało dokonać, jakiegoś oprysku przeciwko kwieciakowi … i tu następuje lista środków, które mogły być skuteczne. Niestety, niektóre z nich są bardzo dla pszczół szkodliwe i toksyczne działanie utrzymuje się przez kilka dni. Na szczęście sady są tu traktowane po macoszemu i właściwie nikt niczego nie pryska. Gdyby ktoś poważnie potraktował wywieszki z gminy mogłoby się to bardzo źle skończyć dla pszczół.

Z drugiej strony pszczół tu nie było bo pszczelarze w większości wymarli. To, że nie ma pasieki w świadomości „sąsiadów” jest bardzo niedobre. Zwrócił mi na to uwagę jeden z gospodarzy uprawiających wiklinę „dawniej robiłem opryski pod wieczór, po sześciu godzinach środek nie jest szkodliwy dla pszczół, ale teraz nie ma tu pszczół…Kiedy mu zwróciłem uwagę, że ja mam pszczoły, co prawda od niedawna, to bardzo się tym przejął.

Jaki z tego wniosek? Rozmawiajmy z ludźmi o tym, że mamy pszczoły. Niech mają świadomość, że w ich okolicy jest pasieka. Może to nas uchronić przed kłopotami. Oczywiście nie można wykluczyć bezmyślności, czy jakiejś formy tępoty, ale weźmy pod uwagę, że nasza pszczelarska sława może nie przekroczyć zasięgu lotu naszych pszczół. Co do „gminnych rad” – przecież możemy na tej samej tablicy wywiesić listę środków owadobójczych, które nie są tak szkodliwe dla pszczół. A nuż ktoś to przeczyta i gdzieś tam zaświeci się kontrolne światełko? Przynajmniej nie będziemy mieli żalu do siebie…

I na koniec wymiar marketingowy. Zasada myśl globalnie, działaj lokalnie przynosi dobre efekty. Będziemy postrzegani, jako ktoś swój. Myślę, że wielu pszczelarzy, którzy prowadzą pasieki poza miejscem zamieszkania zaniedbuje kontakty z sąsiadami. Często z braku czasu. Ale może by tak dla dobra pszczół…

Janusz_B

Szukaj

Polecana książka

Polecane artykuły

reklama

reklama

Najczęściej czytane

Blog